Moje miejsce...
Blog > Komentarze do wpisu

Lato, jesień, zima, wiosna, lato...

Morze delikatnie dotknęło rozgrzanego słońcem brzegu. Odpoczęło na nim przez chwilę po czym cofnęło się w głąb błękitnego horyzontu. Za kolejną chwilę już znów dotykało piaszczystego krańca ziemi. Musnęło je i jeszcze raz się cofnęło, by za chwilę powrócić ale tym razem, dalej, w głąb plaży. I tak niezmiennie od wielu dni, wieków, lat. Gdyby ktoś teraz stał na brzegu mógłby zobaczyć to co za sobą pozostawiało. Drobne mokre strumienie, które przez chwilę wydawały się również słowami w zdaniach. Ten ktoś gdy uważnie przyjrzał się tym strumieniom mógłby w nich przeczytać.

-Jesteś Skarbie?

-Tak jestem, Kochanie.

-Będziesz już na zawsze przy mnie?

-Będę już zawsze.

-Wiesz, potrzebuję Cię.

-Ja Ciebie bardziej.

-Przytul mnie. 

I znów morze na chwilę odpoczęło na brzegu.

.....

Ognisko paliło się wątłym płomieniem. Nikłym. Właściwie to tylko tliło. Gdzieś tam w samym jego środku. Niewidocznie. Podobno nie ma dymu bez ognia. Tym razem był. I to dużo. Wzbijał się wolna ku niebieskiemu niebu. Gdyby ktoś zobaczył ten dym i przyjrzał mu się uważnie mógłby w nim ujrzeć słowa składające się w zdania i dalej w dialog. 

-Jesteś Skarbie?

-Przecież wiesz, że jestem. Obiecałem. 

-Wiem Skarbie, wiem. Wiesz Skarbie...cieszę się, że jesteś...

-Ja też się cieszę, że mam Ciebie.

-To teraz mnie goń. Jak mnie złapiesz to mnie mocno przytul. 

Mocniejszy podmuch wiatru rozwiał dym i słowa. Nikomu nie były już one potrzebne. 

......

To był zimny dzień. Nic dziwnego bo w kalendarzu mamy teraz luty. Miejski park przykrył śnieg. W pobliżu jednej z ławek na środku alejki siedzi stadko gołębi. Nagle odfruwa pozostawiając na śniegu setki małych śladów. Gdyby jakiś spostrzegawczy spacerowicz przyjrzałby się im mógłby rozpoznać w nich poszczególne słowa i całe zdania. 

-Skarbie, gdzie jesteś? Zimno mi.

-Jestem. Za chwilę już nie będzie. Przytulę Cię mocno. 

-Jak zawsze. 

-Jak zawsze. 

Ale dziś był bardzo zimno i w parku nie było nikogo. Nikogo prócz dozorcy, który odśnieżał alejkę. Właśnie tą alejkę na której środku, stadko gołębi pozostawiło swoje ślady. On też nic w nich nie zobaczył. 

.....

Turdus philomelos czyli drozd śpiewak usiadł na gałęzi pełnej świeżych zielonych listków.  Rozłożył skrzydła i zaśpiewał swoją piosenkę. Za chwilę dołączył do niego drugi podobny głos. Nawet gdyby ktoś usłyszał ich śpiew to i tak nie wiedziałby o czym śpiewają. Przecież nikt nie zna mowy ptaków. A śpiewały tak:

-Kocham Cię.

-Kocham Cię.

....

Morze delikatnie dotknęło rozgrzanego słońcem brzegu. Odpoczęło na nim na chwilę...

.....

środa, 21 listopada 2012, sevensea

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: